
O mnie

Dzień dobry,
Mam na imię Rafał, jestem mężem, przedsiębiorcą i teologiem. Ikoną zajmuje się od kilkunastu lat. Lubię mówić o tym, że jest ona przede wszystkim ogromną łaską w moim życiu. O drodze jaką przeszedłem z ikoną mogą Państwo usłyszeć w rozmowach z ks. Adrianem Chojnickim i o. Dawidem Kołodziejczykiem OP.
Na początku był zachwyt…
Kiedy zacząłem moją drogę z Bogiem, tuż po nawróceniu, natrafiłem na ikonę Chrystusa Pantokratora. Nie potrafiłem oderwać od niej wzroku. To było przeszywające doświadczenie. Miałem wrażenie, że to obraz nie z tego świata. Wtedy nie wiedziałem ani co to są ikony, ani jakie jest ich pochodzenie, ale było w nich coś tak wyjątkowego, że chciałem bliżej je poznać.
Warsztaty
Chłonąłem wiedzę dotyczącą tych pięknych wizerunków z książek. Bardzo chciałem tworzyć samemu ikony choć wtedy nie wierzyłem, że to jest możliwe. Plastyka nigdy nie była moim ulubionym przedmiotem, ale pragnienie, które we mnie powstało było silniejsze. Poszukiwałem miejsc, w których mógłbym nauczyć się tej “tajemnej sztuki” jak wtedy myślałem o ikonach.
Rozpocząłem swoje pierwsze warsztaty w Wadowicach pod czułym okiem Basi i Krzysztofa Cudo. Ich umiejętności malarskie i ogromne serce pomogły stworzyć mój pierwszy wizerunek. Oczywiście był to Chrystus Pantokrator. To przedstawienie jest bardzo nieidealne. Mam ją w domu i bardzo często przypomina mi o moich początkach.
Z warsztatami pisania ikon jest trochę jak z nauką jazdy samochodem. Dopiero po ukończonym kursie okazuje się, że obok nie ma już nauczyciela i trzeba radzić sobie samemu. Wtedy przyszedł pierwszy kryzys. Wydawało mi się, że w życiu już nie napiszę żadnej ikony. Jednak miałem przekonanie, że bardzo chcę to robić.
Trudne początki
Podjąłem pierwsze próby tworzenia samodzielnie ikon. Początkowo były to proste przedstawienia, najczęściej na zamówienie znajomych, którzy dowiadywali się, że zajmuje się tym. Nie zawsze moje umiejętności nadążały za pragnieniem. Wiele razy byłem sobą rozczarowany.
Zaczynałem malować, później szlifowałem do zera, i od nowa, często wielokrotnie. Samozaparcie przyniosło skutki. Byłem coraz bardziej zadowolony z powstających wizerunków. W tej drodze było kilka przełomów. Jednym z nich było zamówienie na ikonę Trójcy Świętej, która dla wielu ikonopisarzy jest ideałem.
Tak pisze o tej sytuacji Magdalena: Odkąd sięgam pamięcią marzyłam o ikonie Trójcy Świętej Rublowa. Kilka lat temu okazało się, że przemiły pan z księgarni katolickiej (pełny pasji, fachowej wiedzy i zawsze gotowy do usług) pisze ikony. Kiedy tylko dowiedziałam się o tym czułam z pełnym przekonaniem, że to właśnie ten człowiek zrealizuje moje marzenia. Ikona napisana jest sercem, absolutnie od trzewi, omodlona, a to wszystko jest bezcenne! Trójca Święta umieszczona jest w naszym salonie, na przedłużeniu stołu i jest z nami w każdej gościnie. Chyba nawet dzięki tej ikonie chętniej zasiadamy do tego stołu, bo jakby sam Bóg zapraszał…
Sytuacja obecna
Od pierwszego kontaktu z ikoną minęło ponad 15 lat. Przeszedłem długą drogę, ale dziś wiem, że chcę to robić. Dziś moje ikony wiszą w kilkudziesięciu domach w Polsce. Niektóre z nich znajdują się w kaplicach.
Prowadziłem także przez rok warsztaty pisania ikon w Tychach wraz z Natalią Bindą – Kiszczak. To był wspaniały czas dzielenia się swoim doświadczeniem i wiedzą. Każdy z uczestników wyszedł z kursu z własnoręcznie napisaną ikoną.
Nie mam wątpliwości, że moje pisanie ikon to łaska. Bóg powierzył swoje Oblicze komuś kto nie wykazywał żadnego talentu. Jest we mnie ogromna wdzięczność, że wiele lat temu zakochałem się w tym pięknym wizerunku.





